Translate

sobota, 22 listopada 2014

Sobotnie przedpołudnie ... IKEA :-(

Sobota … wolne … więc po śniadaniu postanowiłam nie siedzieć w domu. Pogoda też nie bardzo sprzyjała jakimkolwiek spacerom a w domu panuje absolutny deficyt półek … jedyne co wpadło mi do głowy to wielki napis IKEA!  Uzbroiłam się w wygodne buty, torebkę przewiesiłam przez ramię i z uśmiechem na ustach pojechałam do tego wymarzonego wielko-podłogowego i pełnego cudownych rzeczy, których de facto nikt nie potrzebuje, sklepu.  Dlaczego z uśmiechem? Bo wreszcie wyobraziłam sobie, że pomimo prawie dziesięciu po brzegi załadowanych regałów, książki piętrzą się we wszystkich miejscach mieszkania a podwójna wieża, która sukcesywnie rośnie przy moim łóżku grozi zawaleniem w najbardziej pewnie nieodpowiednim momencie. Patrząc codziennie na tą wieżę  doszłam do wniosku, że budowniczy byłby ze mnie żaden. Te mniejsze książki są na spodzie a ja mam ostatnio tendencje do kupowania takich większych i grubszych, które po przeczytaniu trafiają na wierzch rzeczonej wieży. Całkowicie to z mojej strony bezmyślne! A potem się dziwię, że wieża się chwieje i grozi zawaleniem. Chociaż … jak wreszcie się zawali to poukładam książki od największej do najmniejszej ….NIE! Nie poukładam ! … właśnie dlatego się uśmiechałam i właśnie dlatego pojechałam dzisiaj po raz pierwszy od dobrych 5 lat do tego miejsca gdzie … wszystko jest.  

Zaparkowałam samochód …ha! …nie tak szybko … jakiś dobry kwadrans zajęło mi znalezienie miejsca parkingowego i zaparkowałam samochód w takim miejscu, że właściwie mogłabym go wcale nie zabierać z pod domu. Zamknęłam drzwi od mojego autka i w tym samym momencie już poczułam się zmęczona … a czekało mnie jeszcze przejście przez cały sklep czyli mniej więcej jak z Krakowa na Śląsk i z powrotem.  Półki znalazłam mniej więcej w połowie jednej z kondygnacji po przejściu przez sypialnię, jadalnię, pokój dzienny i paru jeszcze działów, na których prawie wszystkie rzeczy krzyczały do mnie „weź mnie …na pewno ci się przydam!”. Dlatego nie bywam w tym sklepie. Wykupiłabym pewnie z połowę, gdybym tylko mogła!!!!

Dotarłam, wybrałam, zmierzyłam, oglądnęłam z każdej strony i zaczęło się szukanie pani w żółtej bluzce lub podkoszulku ( ta w pomarańczowym zajmuje się czym innym) żebym mogła tą półkę kupić. Zaczepiłam parę osób na żółto, ale dopiero trzecia okazała się tą kompetentną osobą, wiedzącą wszystko. Okazało się więc, że oczywiście mogę zamówić transport i że nie ma sprawy. I że on kosztuje 50 złotych. Na moje pytanie czy panowie wniosą mi te paczki do domu, dowiedziałam się, że owszem ale za dodatkowe 40 złotych. Czyli, że wypakują na ulicy i zostawią? Nie! Zaniosą do pierwszego zadaszonego miejsca. Aha! To się robi już 90 złotych. No i jeszcze te półki są na regale XXXX na miejscu YYYY. No i co z tego? Zapytałam.  No bo trzeba to samemu sobie zdjąć z regału i zanieść ( zawieźć )  tym panom od transportu a oni zawiozą ci to do domu i zostawią w pierwszym zadaszonym miejscu. A zdjęcie z regału ile kosztuje? Zapytałam już naprawdę wkurzona. 45 złotych. Zdjęcie z regału i zawiezienie 40 metrów dalej? Dokładnie!

Zrezygnowałam. Prawie 150 złotych za to, że mi tą półkę dostarczą pod drzwi. Po moim trupie! Jako, że jestem kobietą całkowicie samowystarczalną … więc sobie poradzę. Bez łaski!!!! Przeszłam przez następne parę kilometrów torując sobie drogę w oszalałym tłumie ludzi, którzy jak zahipnotyzowani, z rozdziawionymi ustami snuli się po tym wielko-podłogowym królestwie jakby widzieli takie cuda po raz pierwszy w życiu albo jakby było to genialne miejsce na sobotni spacer z dziećmi. Czy naprawdę wszyscy muszą chodzić jak otumanione ślimaki w zalewie? Dotarłam do regału XXXX, miejsca YYYY, znalazłam ogromny wózek i siłą swoich 58 kilogramów zamachnęłam się by podnieść  część z mojego nowego regału…. I wtedy poczułam, że ten regał waży chyba więcej ode mnie. Do cholery! Ja sobie nie poradzę? Poradzę! Nawet gdyby miało mnie to zabić! Chwilę to trwało ale się udało. Dwie potężne paczki wylądowały na wózku i wreszcie nadszedł czas by z tego miejsca zniknąć. To wcale jednak nie jest takie proste. Po drodze trzeba było przejść przez oferty „last minute”, „first minute” i zatrzęsienie baniek, choinek i światełek choinkowych ( mamy listopad!!!! ) i po następnej godzinie stania w kolejce do kasy, szarpania się z paczkami by wpakować je do samochodu, wreszcie odetchnęłam i ruszyłam w drogę do domu ( czekało mnie jeszcze wniesienie tych paczek do mieszkania – ale co tam!!! Pikuś! ) Ruszyłam z parkingu i wtedy okazało się, że chyba faktycznie dawno w tej okolicy nie byłam, bo nagle droga skręcała tylko w prawo i żeby pojechać w stronę domu muszę dojechać do ronda, objechać go na około i wtedy dopiero znajdę się na drodze w dobrym kierunku.  Aut tyle jakby cały Kraków postanowił właśnie tego dnia udać się na zakupy w te rejony a ja oczywiście ustawiłam się nie na tym pasie co trzeba. No bo nie wiedziałam!!!! Wrzuciłam kierunkowskaz w lewo i z jak najbardziej uroczym uśmiechem na jaki mnie stać, powolutku, chciałam aby mnie ktoś wpuścił bym mogła zmienić pas.

I wtedy zdarzyło się coś co przekonało mnie, że jednak zakupy trzeba zamawiać przez Internet z dostawą do domu i że w soboty nie należy jeździć na zakupy a już na 100 procent nie należy się zbliżać do miejsc gdzie większość krakowian spędza dzień wolny od pracy.


Bardzo przystojny młody człowiek, siedzący w dobrym samochodzie na numerach ewidentnie nie krakowskich, odpowiedział na mój uśmiech pokazując mi środkowy palec, po czym wychylił się przez okno i dowiedziałam się, że mam „Spi ……. jeb ….. kur …..”. Zatkało mnie . Zastanawiam się, że skoro tak mi się dostało za to, że chciałam się włączyć w ruch, to co by ten pan zrobił gdybym go np. wpychając się drasnęła?.  Obok tego „wyjątkowo dobrze”  wychowanego dżentelmena siedziała młoda kobieta a z tyłu małe dziecko. Brawo! Pomyślałam sobie. Cham w dobrym samochodzie to najgorsza rzecz pod słońcem. Popatrzyłam na niego tylko moim nielicznym studentom znanym wzrokiem i przepuściłam  …. dodał gazu by pokazać, że mój dwudziestoletni Merc to grat przy jego wypasionym … a nawet nie wiem czym …. I jeszcze raz pokazując mi środkowy palec … wjechał w samochód przed nim. … Jednak na świecie istnieje sprawiedliwość …czasami!!! A już myślałam, że będę miała zepsuty dzień :-D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz