Sobota … wolne … więc po
śniadaniu postanowiłam nie siedzieć w domu. Pogoda też nie bardzo sprzyjała
jakimkolwiek spacerom a w domu panuje absolutny deficyt półek … jedyne co
wpadło mi do głowy to wielki napis IKEA!
Uzbroiłam się w wygodne buty, torebkę przewiesiłam przez ramię i z
uśmiechem na ustach pojechałam do tego wymarzonego wielko-podłogowego i pełnego
cudownych rzeczy, których de facto nikt nie potrzebuje, sklepu. Dlaczego z uśmiechem? Bo wreszcie wyobraziłam
sobie, że pomimo prawie dziesięciu po brzegi załadowanych regałów, książki
piętrzą się we wszystkich miejscach mieszkania a podwójna wieża, która
sukcesywnie rośnie przy moim łóżku grozi zawaleniem w najbardziej pewnie
nieodpowiednim momencie. Patrząc codziennie na tą wieżę doszłam do wniosku, że budowniczy byłby ze
mnie żaden. Te mniejsze książki są na spodzie a ja mam ostatnio tendencje do
kupowania takich większych i grubszych, które po przeczytaniu trafiają na wierzch
rzeczonej wieży. Całkowicie to z mojej strony bezmyślne! A potem się dziwię, że
wieża się chwieje i grozi zawaleniem. Chociaż … jak wreszcie się zawali to
poukładam książki od największej do najmniejszej ….NIE! Nie poukładam ! …
właśnie dlatego się uśmiechałam i właśnie dlatego pojechałam dzisiaj po raz
pierwszy od dobrych 5 lat do tego miejsca gdzie … wszystko jest.
Zaparkowałam samochód …ha! …nie
tak szybko … jakiś dobry kwadrans zajęło mi znalezienie miejsca parkingowego i
zaparkowałam samochód w takim miejscu, że właściwie mogłabym go wcale nie
zabierać z pod domu. Zamknęłam drzwi od mojego autka i w tym samym momencie już
poczułam się zmęczona … a czekało mnie jeszcze przejście przez cały sklep czyli
mniej więcej jak z Krakowa na Śląsk i z powrotem. Półki znalazłam mniej więcej w połowie jednej
z kondygnacji po przejściu przez sypialnię, jadalnię, pokój dzienny i paru
jeszcze działów, na których prawie wszystkie rzeczy krzyczały do mnie „weź mnie
…na pewno ci się przydam!”. Dlatego nie bywam w tym sklepie. Wykupiłabym pewnie
z połowę, gdybym tylko mogła!!!!
Dotarłam, wybrałam, zmierzyłam,
oglądnęłam z każdej strony i zaczęło się szukanie pani w żółtej bluzce lub
podkoszulku ( ta w pomarańczowym zajmuje się czym innym) żebym mogła tą półkę
kupić. Zaczepiłam parę osób na żółto, ale dopiero trzecia okazała się tą kompetentną
osobą, wiedzącą wszystko. Okazało się więc, że oczywiście mogę zamówić
transport i że nie ma sprawy. I że on kosztuje 50 złotych. Na moje pytanie czy
panowie wniosą mi te paczki do domu, dowiedziałam się, że owszem ale za
dodatkowe 40 złotych. Czyli, że wypakują na ulicy i zostawią? Nie! Zaniosą do
pierwszego zadaszonego miejsca. Aha! To się robi już 90 złotych. No i jeszcze
te półki są na regale XXXX na miejscu YYYY. No i co z tego? Zapytałam. No bo trzeba to samemu sobie zdjąć z regału i
zanieść ( zawieźć ) tym panom od
transportu a oni zawiozą ci to do domu i zostawią w pierwszym zadaszonym
miejscu. A zdjęcie z regału ile kosztuje? Zapytałam już naprawdę wkurzona. 45
złotych. Zdjęcie z regału i zawiezienie 40 metrów dalej? Dokładnie!
Zrezygnowałam. Prawie 150 złotych
za to, że mi tą półkę dostarczą pod drzwi. Po moim trupie! Jako, że jestem
kobietą całkowicie samowystarczalną … więc sobie poradzę. Bez łaski!!!!
Przeszłam przez następne parę kilometrów torując sobie drogę w oszalałym tłumie
ludzi, którzy jak zahipnotyzowani, z rozdziawionymi ustami snuli się po tym
wielko-podłogowym królestwie jakby widzieli takie cuda po raz pierwszy w życiu
albo jakby było to genialne miejsce na sobotni spacer z dziećmi. Czy naprawdę
wszyscy muszą chodzić jak otumanione ślimaki w zalewie? Dotarłam do regału
XXXX, miejsca YYYY, znalazłam ogromny wózek i siłą swoich 58 kilogramów
zamachnęłam się by podnieść część z
mojego nowego regału…. I wtedy poczułam, że ten regał waży chyba więcej ode
mnie. Do cholery! Ja sobie nie poradzę? Poradzę! Nawet gdyby miało mnie to
zabić! Chwilę to trwało ale się udało. Dwie potężne paczki wylądowały na wózku
i wreszcie nadszedł czas by z tego miejsca zniknąć. To wcale jednak nie jest
takie proste. Po drodze trzeba było przejść przez oferty „last minute”, „first
minute” i zatrzęsienie baniek, choinek i światełek choinkowych ( mamy
listopad!!!! ) i po następnej godzinie stania w kolejce do kasy, szarpania się
z paczkami by wpakować je do samochodu, wreszcie odetchnęłam i ruszyłam w drogę
do domu ( czekało mnie jeszcze wniesienie tych paczek do mieszkania – ale co
tam!!! Pikuś! ) Ruszyłam z parkingu i wtedy okazało się, że chyba faktycznie
dawno w tej okolicy nie byłam, bo nagle droga skręcała tylko w prawo i żeby
pojechać w stronę domu muszę dojechać do ronda, objechać go na około i wtedy
dopiero znajdę się na drodze w dobrym kierunku. Aut tyle jakby cały Kraków postanowił właśnie
tego dnia udać się na zakupy w te rejony a ja oczywiście ustawiłam się nie na
tym pasie co trzeba. No bo nie wiedziałam!!!! Wrzuciłam kierunkowskaz w lewo i
z jak najbardziej uroczym uśmiechem na jaki mnie stać, powolutku, chciałam aby
mnie ktoś wpuścił bym mogła zmienić pas.
I wtedy zdarzyło się coś co przekonało
mnie, że jednak zakupy trzeba zamawiać przez Internet z dostawą do domu i że w
soboty nie należy jeździć na zakupy a już na 100 procent nie należy się zbliżać
do miejsc gdzie większość krakowian spędza dzień wolny od pracy.
Bardzo przystojny młody człowiek,
siedzący w dobrym samochodzie na numerach ewidentnie nie krakowskich, odpowiedział
na mój uśmiech pokazując mi środkowy palec, po czym wychylił się przez okno i
dowiedziałam się, że mam „Spi ……. jeb ….. kur …..”. Zatkało mnie . Zastanawiam
się, że skoro tak mi się dostało za to, że chciałam się włączyć w ruch, to co
by ten pan zrobił gdybym go np. wpychając się drasnęła?. Obok tego „wyjątkowo dobrze” wychowanego dżentelmena siedziała młoda
kobieta a z tyłu małe dziecko. Brawo! Pomyślałam sobie. Cham w dobrym
samochodzie to najgorsza rzecz pod słońcem. Popatrzyłam na niego tylko moim
nielicznym studentom znanym wzrokiem i przepuściłam …. dodał gazu by pokazać, że mój
dwudziestoletni Merc to grat przy jego wypasionym … a nawet nie wiem czym …. I
jeszcze raz pokazując mi środkowy palec … wjechał w samochód przed nim. …
Jednak na świecie istnieje sprawiedliwość …czasami!!! A już myślałam, że będę
miała zepsuty dzień :-D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz