iiszsziiiszsz....
...iiszszsz iiiszszsz....
To pilnik. A w zasadzie paznokcie kontra tępy
pilnik, na dodatek jakże nieprzepisowy, bo metalowy. A wszystko dzieje się tuż
przy moim uchu w tramwaju (!). Gdybym w imię zasady "wolny człowiek nigdy
się nie spieszy" szła normalnie ( zamiast biegiem) spóźniłabym się na ten
konkretny pojazd, dzięki czemu uniknęłabym sąsiedzkiego szurania styropianem po
murze w wersji kompaktowej. Niestety, ja na ten tramwaj zdążyłam…
...iiiszsz...iiszsz..iiszszsz...
Zdążyłam, a chwilę później dosiadła się ONA, bowiem do pilnika, niczym do
każdego szanującego się czasopisma kobiecego dołączony był "gratis" w
postaci właścicielki paznokci. Jak na złość, bombardier sunie po torach z
gracją sarenki, i ani myśli zagłuszyć dźwięków morderstwa. Kiedy zaczynają mnie
boleć wszystkie zęby zastanawiam się nad ewakuacja, ale cóż..siedzę tym razem
przy oknie, i jedno spojrzenie w lewo, uświadamia mi że szansa na ucieczkę jest
równie realna, co możliwość spotkania w tejże 14stce gadającego psa. Pani od
czasu do czasu rzuca złowrogie spojrzenie (zawsze wtedy, gdy próbuje sie
poruszyć) a do tego ma adekwatna i posturę, i wagę, i w ogóle wszystko ma tak
bardzo adekwatne, ze strach sie odezwać, a na Bronowice droga daleka..
Próbuję zatem
znaleźć inne źródło dźwięku i to na nim skupić...
..iszsz..iiszsz
..swoja uwagę...
..iiszsz..
...proszę...
"BIEDRONKA" dobiega glos z tylu. Co, biedronka w listopadzie?! Znowu
azjatyckie atakują?!
Nie, tym razem to cos innego....
Pamiętacie taka grę "Państwa - Miasta"? Nieodłączny towarzysz
deszczowego popołudnia czasów przed-internetowych, przed-smartfonowych..w ogóle
czasów "przed", oraz główny bohater lubianego przeze mnie skeczu kabaretu
Ani Mru Mru. Otóż to. Po krótkiej chwili nasłuchiwania okazało sie ze na
siedzeniach za mną trwa wyniszczającą rozgrywka, aktualnie w ramach litery
"B". Na chwil kilka zapadła cisza, podliczono punkty, ucieszył sie
chłopięcy glos, dwa dziewczęce jakby mniej, i karuzelą za pomocą hasła "x-y-z
start!" zakręcono ponownie (swoją drogą – wtedy jeszcze sądziłam ze
biedronka była z kategorii typu "zwierzęta/owady", ale okazało się że
nie mam racji..)
Ponieważ "stop" padło ułamek sekundy później, do rozgrywki
przystąpiono w ramach litery "A":
- Państwo! (Austria, Australia, Argentyna) - po 10
- Miasto! (Andrychów, Amsterdam, Ateny) - po 10
Zerkam w szybę, w której odbija sie cale towarzystwo. Na oko – środek
podstawówki. Myślę sobie - całkiem nieźle.
- Zwierze! (cos wcześnie, myślałam ze to było na końcu, ale ...po 10)
- Rzecz! (..po 10, i moja myśl ze musze sprawdzić, co to jest
"antaba")
....i tu sie skończyły kategorie, które nazwalałbym znane i tradycyjne. Nie
było nic o rzekach, czy górach, na które czekałam szukając w swojej pamięci
trzech różnych odpowiedzi. Byly za to..:
- Znana osoba! ("Alewandowski?" niestety nie zyskał aprobaty...)
- Kolor! (o matko ANTRACYTOWY? chłopiec protestuje, ale szybko dowiaduje się
sie ze to kolor jego spodni, i na nic próba wyjaśnienia ze to chyba czarny..)
- Produkt!
- Firma! (coo?!? ...Ponieważ audycja nie zawiera lokowania produktu to
nie będę robić reklamy, powiedzmy ze królowała bankowość i farmaceutyki)
- Rasa psa albo kota! (tym razem okazuje sie ze "Abażur" to nie rasa,
a to ze babcia tak na kota woła no to do babci z pretensjami...0-15-15)
- Program telewizyjny!
Słysząc odpowiedzi dodaję w głowie kolejne hasła pt. "do
sprawdzenia", spoglądam jeszcze raz w szybę – tak dla potwierdzenia wieku
– i dochodzę do wniosku ze telewizja powinna proponować dzieciom cokolwiek
kształcącego. Cokolwiek...
- "Sklep!"
Ahh no tak….sklep na ”B”…
Na "A" trudniej.
25-0-0
Kiedy wysiadałam wygrywała
dziewczynka od kota Abażura, a pilnik nadal wygrywał swoje melodyjki
…iiiszsz…iszsz…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz