Translate

czwartek, 13 listopada 2014

Państwa - miasta - i co dalej?


iiszsziiiszsz....
...iiszszsz  iiiszszsz....

To pilnik. A w zasadzie paznokcie kontra tępy pilnik, na dodatek jakże nieprzepisowy, bo metalowy. A wszystko dzieje się tuż przy moim uchu w tramwaju (!). Gdybym w imię zasady "wolny człowiek nigdy się nie spieszy" szła normalnie ( zamiast biegiem) spóźniłabym się na ten konkretny pojazd, dzięki czemu uniknęłabym sąsiedzkiego szurania styropianem po murze w wersji kompaktowej. Niestety, ja na ten tramwaj zdążyłam…
...iiiszsz...iiszsz..iiszszsz...
Zdążyłam, a chwilę później dosiadła się ONA, bowiem do pilnika, niczym do każdego szanującego się czasopisma kobiecego dołączony był "gratis" w postaci właścicielki paznokci. Jak na złość, bombardier sunie po torach z gracją sarenki, i ani myśli zagłuszyć dźwięków morderstwa. Kiedy zaczynają mnie boleć wszystkie zęby zastanawiam się nad ewakuacja, ale cóż..siedzę tym razem przy oknie, i jedno spojrzenie w lewo, uświadamia mi że szansa na ucieczkę jest równie realna, co możliwość spotkania w tejże 14stce gadającego psa. Pani od czasu do czasu rzuca złowrogie spojrzenie (zawsze wtedy, gdy próbuje sie poruszyć) a do tego ma adekwatna i posturę, i wagę, i w ogóle wszystko ma tak bardzo adekwatne, ze strach sie odezwać, a na Bronowice droga daleka..

Próbuję zatem znaleźć inne źródło dźwięku i to na nim skupić...
..iszsz..iiszsz
..swoja uwagę...
..iiszsz..
...proszę...
"BIEDRONKA" dobiega glos z tylu. Co, biedronka w listopadzie?! Znowu azjatyckie atakują?!
Nie, tym razem to cos innego....
Pamiętacie taka grę "Państwa - Miasta"? Nieodłączny towarzysz deszczowego popołudnia czasów przed-internetowych, przed-smartfonowych..w ogóle czasów "przed", oraz główny bohater lubianego przeze mnie skeczu kabaretu Ani Mru Mru. Otóż to. Po krótkiej chwili nasłuchiwania okazało sie ze na siedzeniach za mną trwa wyniszczającą rozgrywka, aktualnie w ramach litery "B". Na chwil kilka zapadła cisza, podliczono punkty, ucieszył sie chłopięcy glos, dwa dziewczęce jakby mniej, i karuzelą za pomocą hasła "x-y-z start!" zakręcono ponownie (swoją drogą – wtedy jeszcze sądziłam ze biedronka była z kategorii typu "zwierzęta/owady", ale okazało się że nie mam racji..)
Ponieważ "stop" padło ułamek sekundy później, do rozgrywki przystąpiono w ramach litery "A":
- Państwo! (Austria, Australia, Argentyna)  - po 10
- Miasto! (Andrychów, Amsterdam, Ateny) - po 10
Zerkam w szybę, w której odbija sie cale towarzystwo. Na oko – środek podstawówki. Myślę sobie - całkiem nieźle.
- Zwierze! (cos wcześnie, myślałam ze to było na końcu, ale ...po 10)
- Rzecz! (..po 10, i moja myśl ze musze sprawdzić, co to jest "antaba")
....i tu sie skończyły kategorie, które nazwalałbym znane i tradycyjne. Nie było nic o rzekach, czy górach, na które czekałam szukając w swojej pamięci trzech różnych odpowiedzi. Byly za to..:
- Znana osoba! ("Alewandowski?" niestety nie zyskał aprobaty...)
- Kolor! (o matko ANTRACYTOWY? chłopiec protestuje, ale szybko dowiaduje się sie ze to kolor jego spodni, i na nic próba wyjaśnienia ze to chyba czarny..)
- Produkt!
- Firma! (coo?!?  ...Ponieważ audycja nie zawiera lokowania produktu to nie będę robić reklamy, powiedzmy ze królowała bankowość i farmaceutyki)
- Rasa psa albo kota! (tym razem okazuje sie ze "Abażur" to nie rasa, a to ze babcia tak na kota woła no to do babci z pretensjami...0-15-15)
- Program telewizyjny!
Słysząc odpowiedzi dodaję w głowie kolejne hasła pt. "do sprawdzenia", spoglądam jeszcze raz w szybę – tak dla potwierdzenia wieku – i dochodzę do wniosku ze telewizja powinna proponować dzieciom cokolwiek kształcącego. Cokolwiek...
- "Sklep!"
Ahh no tak….sklep na ”B”…

Na "A" trudniej.
25-0-0

Kiedy wysiadałam wygrywała dziewczynka od kota Abażura, a pilnik nadal wygrywał swoje melodyjki

…iiiszsz…iszsz…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz