Po przesłuchaniu tych 6 minut ze
trzy dni nosiłam się z tym, aby wreszcie się za to zabrać. Pusta, biała kartka
leżała przede mną na biurku a ja …. no cóż! Robiłam wszystko aby nie zapełniać
jej żadnymi słowami … tak więc zrobiłam pranie, poskładałam w szufladzie do
której i tak nie zaglądam a na facebook wrzuciłam niezliczoną ilość kretyńskich
obrazków … wszystko po to by po raz drugi i trzeci i czwarty nie słuchać tych 6
minut nagrania. Wreszcie jednak przyszedł ten dzień, kiedy nie było już wyjścia,
bo jakiś karcący głos w mojej głowie krzyczał „Zabieraj się za robotę!
Deadline!!!” … no i musiałam stawić czoła tłumaczeniu, które de facto powinnam
była zrobić na wczoraj a najlepiej na zeszły piątek.
Cóż to takiego było? Można by
pomyśleć, że jakieś wiekopomne dzieło albo co najmniej poezja. Z poezją nie
stało nawet na jednej półce a czy było wiekopomne? Hm … to się dopiero okaże
:-D Otóż była to reklamówka jakiegoś tam
osiedla ( nieistotne jakiego, bo one wszystkie i tak są do siebie podobne a
przynajmniej w reklamówkach ) nowoczesnych mieszkań tzn. takich gdzie słychać
co robi sąsiad za ścianą i gdzie można spokojnie zobaczyć co sąsiadka robi popołudniami a gdy czujesz się samotny to wystarczy
wyjść na balkon i na wyciągnięcie ręki
masz drugiego, co prawda obcego, ale bądź co bądź przedstawiciela homo zwanego
sapiens, stojącego na sąsiednim balkonie.
Pan, który mi to zlecił ,
zastrzegł, że koniecznie ale to koniecznie reklamówka musi być przetłumaczona
na język amerykański … no bo przecież każdy wie, że Amerykanie angielskiego nie
rozumieją. Nie wiem jakie ten Pan ma pojęcie o różnicach językowych pomiędzy
tymi dwoma językami i czy wie, że cały szkopuł tkwi w akcencie ( czego na
piśmie nie widać) i w pisowni ( co jest kompletnie nieistotne skoro nagrywamy
dźwięk) . Miałam też nadzieję, że ten
Pan, nazwijmy go X, nie uważa, jak z
resztą bardzo wielu ludzi, że język amerykański polega na nieużywaniu gramatyki
( bo po co) a ewentualne trzy czasy to zbytek ekstrawagancji ( można przecież
używać jeden, ten najprostszy, a do niego dodać słowa typu „jutro” albo
„wczoraj” i będzie gites )
No więc mam jednak nadzieję, że
Pan X tak nie wyobrażał sobie amerykańskiego. Ale niech mu będzie! Skoro chce
amerykański to będzie amerykański. Mnie i tak on jest bliższy sercu, więc niech
będzie.
Usiadłam spokojnie posłuchać i
spisać sobie tekst i …. O grozo! Włosy stanęły mi dęba, ręce opadły a z ust
wyrwała mi się prośba o pomstę do nieba. Ani jednego całego zdania!
Równoważniki zdań bez podmiotów, orzeczeń a co najgorsze nie wiadomo gdzie
zdanie się kończy a gdzie zaczyna. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy jak
koszmarnie mówią, dopóki tego ich bełkotu nie spisze się na papierze.
Słownictwo … co ja będę mówić? Słowo aranżacja pojawia się 5 razy w ciągu tylko
i wyłącznie 20 sekund nagrania … i tak jest do końca. Żebym nie wiem jaki użyła
słownik synonimów to za nic w świecie wiekopomnego dzieła z tego nie stworzę.
- Czy możesz mi powiedzieć, co
znaczy zdanie „ subtelna gra geometrii asymetrycznie rozmieszczonych okien” ? –
zapytałam przez telefon Lelę.
Nastąpiła cisza, i to dość długa,
po czym padło stwierdzenie
- To znaczy, że ktoś się rąbnął i
okna wyszły im nie w tych miejscach co chcieli a trzeba to było jakoś ubrać w
słowa.
No super! Bardzo mi to pomogło!
No bo jak geometria to nie asymetria, ale ja jestem tylko blondynką. I co to jest „subtelna gra geometrii”. Lela
ma rację – pewnie są przesunięte w stosunku do siebie i stąd ta „subtelna” gra
… a już sama nie wiem! Ale coś w tym jest…. Jak się czyta w ogłoszeniu, że
mieszkanie jest ciepłe to pewnie nie ma tam ogrzewania albo jest od strony
słonecznej i nawet w zimie jest ukrop. …. Jeżeli napisane jest, że mieszkanie
znajduje się w samym centrum miasta, to znaczy, że nie można tam otworzyć okna
bo sznur samochodów przejeżdża pod nim …. A jak istnieje wzmianka o cichej i
spokojnej okolicy to pewnie do cywilizacji jest z godzina drogi i to z trzema
przesiadkami.
A jak już usłyszałam, że ta
subtelna gra geometrii asymetrycznie rozmieszczonych okien i balkonów to ukłon
w stronę pięknie urządzonych dziedzińców i podwórek starych krakowskich pałaców
i kamienic to doszłam do wniosku, że nie będę się przejmować tym, że ktoś kto
to napisał za dużo czegoś pali i tłumaczę te bzdury dokładnie tak jak zostały
powiedziane. Tylko nie pozwolę nigdzie dać swojego nazwiska a osobie, która
pisała do tego tekst radzę palić zdecydowanie mniej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz