Moja Droga Be,
Święta,
święta i po świętach; po krótkiej chwili oddechu przyszedł Sylwester – w tym
roku wybitnie nie-imprezowy w moim przypadku. Albo to lenistwo, albo wygoda,
albo ja też powoli nabywam lat – w każdym razie opcja pozostania w domu z
ciepłym kubkiem herbaty i wznoszenie toastu wyrobem szampanopodobnym „Piccolo”
wydała mi się tak kusząca że po wytłumaczeniu samej sobie że „ja przecież i tak
nie mogę jechać” odrzuciłam ofertę odwiedzenia znajomych w górach i jakoś tak niespecjalnie
żałowałam. Dzień później to byłam wręcz dumna z własnej zapobiegliwości, bo jak
się okazało z wszelakich newsów szczęśliwie nie zostaliśmy bohaterami tradycyjnej
w naszych rejonach opowieści noworocznej (powtarzanej z bolesną regularnością
chyba każdego 1.01) pod tytułem „Jak wracałem 5 godzin z Zakopca do Krakowa” J.
To ja już wolę np. Kopenhagę i ichniejsze rzucanie talerzami w drzwi sąsiadów -
przynajmniej jest wesoło!
I tak oto
kolejny rok za nami. Znów trzeba będzie się nauczyć pisać poprawnie datę, a zanim
się człowiek przyzwyczai minie przynajmniej zima. Wymiana starego kalendarza na
ten pachnący nowością, i moje ulubione postanowienia noworoczne! Przynajmniej
kilka z nich to nieśmiertelniki w stylu:
- zapiszę się na siłownię (styczeń
to musi być złoty okres żniw dla wszelkiej maści aerobików, nie sądzisz? )
- będę biegać/uprawiać jakikolwiek
sport (jak wyżej)
- schudnę x kilo
- koniec ze słodyczami!
- będę się częściej widywać z
rodziną/przyjaciółmi
- …
- wstaw dowolne
Przeczytałam ostatnio, że już nawet
najnowsze technologie wywęszyły interes, i powstały specjalne aplikacje na
komórki dzięki którym masz szansę dotrzymać takowych obietnic! Potrzeba matką
wynalazku jak mawia stare przysłowie J
Ja nie robię postanowień noworocznych,
i z tego co słyszę jestem w mniejszości. Może to efekt kilku prób, które
skończyły się fiaskiem? Może z wiosną łatwiej mi coś samej sobie obiecać i tej
obietnicy dotrzymać? A może to po prostu doświadczenie, bo jeśli kiedyś
wytrwałam w postanowieniu zmiany na lepsze, to owszem – zdarzało mi się
zaczynać od poniedziałku, ale chyba nie zdarzyło się od pierwszego stycznia.
Oczywiście rozumiem że dla wielu osób taka data to dodatkowa motywacja, i nie
ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie – to tylko moje prywatne odczucia że jakoś
nigdy nie przemawiało do mnie wielkie słowo „Start”. Za to jak najbardziej mam
swoje zaklęcie na dobry początek, i nie ma możliwości żeby coś mnie wyrwało z
tej noworocznej tradycjo – rutyny. Moje zaklęcie to koncert z Wiednia, wszystko
inne może się zmieniać ale filharmonicy każdego roku są tak samo genialni jak
zawsze. Wiesz że gdybym dziś zamówiła bilety to wolne terminy by posłuchać ich
na żywo 1 stycznia są za…osiem lat?! Chyba że będziesz mieć szczęście w
losowaniu, najbliższe już pod koniec lutego 2017, tyle że miejsc 900 a chętnych (co roku) jakieś
350.000 i więcej…to prawie 390 osób na miejsce! Żaden kierunek studiów nie
przeżył takiego oblężenia J
Pozostają mi stare dobre domowe
pielesze, a Złota Sala Wiener Musikverein..no cóż – może kiedyś marzenia się
spełnią. Czego i Tobie na ten 2017 życzę J

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz