Translate

piątek, 6 stycznia 2017

Z cyklu listy eL do Be: Noworoczne postanowienia

Moja Droga Be,

            Święta, święta i po świętach; po krótkiej chwili oddechu przyszedł Sylwester – w tym roku wybitnie nie-imprezowy w moim przypadku. Albo to lenistwo, albo wygoda, albo ja też powoli nabywam lat – w każdym razie opcja pozostania w domu z ciepłym kubkiem herbaty i wznoszenie toastu wyrobem szampanopodobnym „Piccolo” wydała mi się tak kusząca że po wytłumaczeniu samej sobie że „ja przecież i tak nie mogę jechać” odrzuciłam ofertę odwiedzenia znajomych w górach i jakoś tak niespecjalnie żałowałam. Dzień później to byłam wręcz dumna z własnej zapobiegliwości, bo jak się okazało z wszelakich newsów szczęśliwie nie zostaliśmy bohaterami tradycyjnej w naszych rejonach opowieści noworocznej (powtarzanej z bolesną regularnością chyba każdego 1.01) pod tytułem „Jak wracałem 5 godzin z Zakopca do Krakowa” J. To ja już wolę np. Kopenhagę i ichniejsze rzucanie talerzami w drzwi sąsiadów - przynajmniej jest wesoło!

I tak oto kolejny rok za nami. Znów trzeba będzie się nauczyć pisać poprawnie datę, a zanim się człowiek przyzwyczai minie przynajmniej zima. Wymiana starego kalendarza na ten pachnący nowością, i moje ulubione postanowienia noworoczne! Przynajmniej kilka z nich to nieśmiertelniki w stylu:
- zapiszę się na siłownię (styczeń to musi być złoty okres żniw dla wszelkiej maści aerobików, nie sądzisz? )
- będę biegać/uprawiać jakikolwiek sport (jak wyżej)
- schudnę x kilo
- koniec ze słodyczami!
- będę się częściej widywać z rodziną/przyjaciółmi
- …
- wstaw dowolne

Przeczytałam ostatnio, że już nawet najnowsze technologie wywęszyły interes, i powstały specjalne aplikacje na komórki dzięki którym masz szansę dotrzymać takowych obietnic! Potrzeba matką wynalazku jak mawia stare przysłowie J

Ja nie robię postanowień noworocznych, i z tego co słyszę jestem w mniejszości. Może to efekt kilku prób, które skończyły się fiaskiem? Może z wiosną łatwiej mi coś samej sobie obiecać i tej obietnicy dotrzymać? A może to po prostu doświadczenie, bo jeśli kiedyś wytrwałam w postanowieniu zmiany na lepsze, to owszem – zdarzało mi się zaczynać od poniedziałku, ale chyba nie zdarzyło się od pierwszego stycznia. Oczywiście rozumiem że dla wielu osób taka data to dodatkowa motywacja, i nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie – to tylko moje prywatne odczucia że jakoś nigdy nie przemawiało do mnie wielkie słowo „Start”. Za to jak najbardziej mam swoje zaklęcie na dobry początek, i nie ma możliwości żeby coś mnie wyrwało z tej noworocznej tradycjo – rutyny. Moje zaklęcie to koncert z Wiednia, wszystko inne może się zmieniać ale filharmonicy każdego roku są tak samo genialni jak zawsze. Wiesz że gdybym dziś zamówiła bilety to wolne terminy by posłuchać ich na żywo 1 stycznia są za…osiem lat?! Chyba że będziesz mieć szczęście w losowaniu, najbliższe już pod koniec lutego 2017, tyle że miejsc 900 a chętnych (co roku) jakieś 350.000 i więcej…to prawie 390 osób na miejsce! Żaden kierunek studiów nie przeżył takiego oblężenia J


Pozostają mi stare dobre domowe pielesze, a Złota Sala Wiener Musikverein..no cóż – może kiedyś marzenia się spełnią. Czego i Tobie na ten 2017 życzę J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz