Moja Droga Be,
Właśnie
skończyłam ostatnią czekoladę ( z wielu!) jaką dostałam w tym roku pod choinkę.
Łasuch ze mnie marny, więc takie rzeczy jak konsumpcja słodyczy zajmują mi dużo
więcej czasu niż przeciętnemu zjadaczowi sympatycznej tabliczki wawelskiej
gorzkiej, ale może to i dobrze – prawie zawsze mam jakieś okruszki słodkości na
„czarną godzinę”. Ta czekolada to coś co od dzieciństwa towarzyszy moim
świętom, i tak sobie myślę że to chyba jeden z niewielu smaków - jeśli nie jedyny - który pozostał
niezmieniony chyba od zawsze.. Przypomniał mi się Twój grudniowy list, o
idealnych świętach w rodzinnym gronie, i rzeczywistości która często weryfikuje
te cukierkowe obrazki serwowane w telewizji. Trudno nie zgodzić się ze zdaniem,
że wigilia wśród tłumów i na cztery dni przed dwudziestym czwartym to jednak
nie to samo co ta w domu, jak bardzo szczerze i z dobrego serca nie byłaby ona
przygotowana.
Czasy się zmieniają, kiedy byliśmy dziećmi
wszystko wyglądało i smakowało inaczej niż teraz…dla mnie chyba to jest
największą tęsknotą – smaki które były, a których nie będzie. No bo jak tu
odtworzyć drożdżowe ciasto którego niedoścignioną mistrzynią była tylko i
wyłącznie nieżyjąca już babcia? Jak dziś zrobić ten barszcz, o którym jako
sześciolatka wiedziałam tylko tyle że jego powstanie owiane jest mgiełką
tajemnicy, a sam proces zaczyna się już w połowie listopada?
Przepis
pozostał, i na ciasto i na barszcz, i na całe mnóstwo innych rzeczy ale robią
go już inni – technicznie i teoretycznie to wciąż te same składniki, ten sam
czas potrzebny do wypieczenia, taki sam zakwas jako początek barszczu…a
wszystko jakby inne. Nie znaczy że gorsze, czy mniej smaczne – po prostu inne,
zrobione po swojemu, spróbowane i doprawione przez inne ręce. Takie, za którymi
kiedyś w przyszłości zatęsknią pewnie młodsi od nas.
Jako dziecko
zawsze ale to zawsze dostawałam pod choinkę „gorzką wawelską” – tylko taką
uznawali moi bliscy, i choćbym nie wiem jak prosiła o fantazyjne nadzienia, to
święta były czasem żelaznej tradycji w stosunku do dzieci, i czekolada po
prostu musiała być taka a nie inna. Może to właśnie dlatego dziś ja sama – choć
już dorosła – nadal proszę o małe słodycze pod choinkę i tak celebruję konkretny
jej rodzaj. To jest coś co ciągle zabiera mnie w przestrzeń, po której
pozostały w większości już tylko wspomnienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz